Rozliczenie po cenach godzinowych zmieniło rachunek opłacalności. Poniżej to, co liczymy przed wyceną instalacji.
Co zmienił net-billing
W net-meteringu nadwyżka wracała z sieci jako energia. W net-billingu sprzedajesz ją po cenie godzinowej, a wieczorem odkupujesz po cenie sprzedaży z doliczonymi opłatami dystrybucyjnymi. Różnica między tymi dwiema kwotami jest tym, co realnie tracisz na każdej kilowatogodzinie oddanej do sieci.
Wniosek praktyczny jest prosty: liczy się autokonsumpcja, czyli udział energii zużytej w momencie produkcji. Im wyższy, tym krótszy zwrot.
Trzy liczby, od których zaczynamy
- Roczne zużycie z licznika. Nie szacunek, tylko odczyt za pełnych 12 miesięcy.
- Profil zużycia w ciągu doby. Dom, w którym w dzień nikogo nie ma, zużywa na miejscu niewiele.
- Planowane nowe odbiorniki. Pompa ciepła albo ładowarka do samochodu potrafią podwoić zużycie.
Kiedy sugerujemy odpuścić
Przy niskim zużyciu i dachu z dużym zacienieniem instalacja zwraca się na tyle wolno, że rozmowa o niej nie ma sensu. Mówimy to wprost na etapie wyceny, zanim ktokolwiek podpisze umowę.
Gdzie wchodzi magazyn energii
Magazyn przesuwa produkcję z dnia na wieczór i podnosi autokonsumpcję. Sam w sobie kosztuje, więc liczymy go osobno. Od 2026 roku ma ruszyć osobny program dopłat do magazynów, do 16 000 zł przy rozliczeniu w net-billingu.
A dotacje
Program Mój Prąd po szóstej edycji jest zamknięty, NFOŚiGW zapowiada kolejną. Koszty niepokryte dotacją można rozliczyć w ramach ulgi termomodernizacyjnej. Zestawienie wszystkich programów jest na stronie dotacje.